Pogoń Szczecin fatalnie weszła w wiosnę. Jeśli remisujesz w taki sposób z Termalicą to znak, że coś jest bardzo nie tak. Chaos, kopanina, niewiarygodna ilość błędów po stronie graczy Pogoni, którzy zostali za to skarceni bramką wyrównującą. Z taką grą za niedługo rok nieśmiertelności zamieni się w rok katastrofy. Tabela w tym roku jest wyjątkowo zdradliwa i spadek może dotknąć każdego, a tak grających „Portowców” na pewno.
Zwykle mecze dwóch zespołów z dolnych rejonów tabeli zwiastują boiskową kopaninę. Nie inaczej było tym razem. Do Szczecina przyjechała Bruk-Bet Termalica Nieciecza, piłkarska (nie wynikowa) czerwona latarnia ligi. Na kim się zatem przełamać, jak nie na „Słoniach”? I co? I jedno wielkie nic. Kibice gospodarzy po raz kolejny musieli ze wstydem patrzeć na popisy piłkarzy w granatowo-bordowych koszulkach. Pogoń Szczecin zdobywa punkt, a z upływem kolejnych minut mogli się tylko coraz bardziej cieszyć, że w ogóle mają ten punkt.
Pogoń od rozpoczęcia kadencji Thomasa Thomasberga z tygodnia na tydzień gra coraz słabiej. Dziś z poczuciem niedosytu z Twardowskiego wyjeżdża najgorsza drużyna ligi. Regres postępuje.
— Mateusz Janiak (@eMJot23) February 8, 2026
Pogoń Szczecin: chaos, niechlujność
Trener Thomasberg powrócił do ustawienia 4-4-2 (i oznajmił że tak już zostanie), ale na nic takie zmiany, jeśli na boisku brakuje pomysłu. Jeszcze w pierwszej połowie można było dostrzec kilka ciekawych kombinacyjnych akcji, zagrań w pierwsze tempo. W 8. minucie swoją bardzo dobrą szansę miał Mukairu, ale zatrzymał go Chovan. Jednak tak po 20. minucie gra szczecinian siadła.
Chyba najbardziej irytującą rzeczą w tym spotkaniu była właśnie ta porażająca niedokładność i niechlujność u większości piłkarzy. Szwankowały proste zagrania, i to bez pressingu gości. Jose Pozo nie rozegrał tak dobrego meczu jak z Motorem zanotował bardzo poważną stratę, którą prawie zamienił na gola Fassbender. W 38. minucie było jednak 1:0 dla „Dumy Pomorza”. Sam Greenwood jak dotąd stanowi olbrzymie rozczarowanie, ale za to z rzutu wolnego w niedzielne popołudnie przymierzył nie do obrony. Ta bramka była najlepsza najlepszym momentem spotkania w wykonaniu szczecinian. Cała reszta – do zapomnienia.
Grosicki na razie tylko podsyca wątpliwości ws. nowego kontraktu.
Po raz kolejny z bardzo złej strony zaprezentował się Kamil Grosicki, który już od świąt Bożego Narodzenia jest na cenzurowanym i takimi występami nie odzyska zaufania kibica. Okej, szukał swojego miejsca na boisku, ale gdy już dostawał piłkę to praktycznie wszystko psuł. W pierwszej połowie sprytnie wypuścił Mukairu (ten zaś trafił w Chovana). W drugiej połowie w ładnej dwójkowej akcji z Karolem Angielskim był bliski szczęścia, jednak bramkarz gości znów okazał się górą. I to w sumie tyle.
Wielokrotnie natomiast podawał kiedy nie powinien, a gdy sytuacja tego wymagała, to jego zagrania były kiepskiej jakości. Dużo niecelnych podań. Jego najlepszą akcją w meczu było oddanie rzutu wolnego Samowi Greenwoodowi. I najbardziej znamienną, bo stałe fragmenty gry w jego wykonaniu były dotąd katastrofalne (z Motorem doszedł jeszcze zepsuty karny na wagę remisu).
Najlepsze podanie Grosickiego w I połowie. #POGBBT pic.twitter.com/Lyc6rCRUYL
— Bart Slaby (@SlabyBart) February 8, 2026
Termalica zasłużyła na remis. Po prostu
Natomiast goście wzięli się do roboty i po słabiutkiej pierwszej połowie zaczęli coraz mocniej atakować. Podchodzili wyżej do pressingu i choć zostawiali sporo przestrzeni z tyłu, to bierna Pogoń nie kwapiła się z tego skorzystać, może poza dwójkową akcją Grosicki – Angielski z 75 minuty. Jak gdyby uznali, że Bruk-Bet i tak nie wciśnie. A tu zonk.
Kilkukrotnie szczecińskiej bramce zagroził Gabriel Isik, swoje szanse miał też Fassbender. Stałe fragmenty gry „Słoni” wprowadzały chaos w szesnastce gospodarzy. Każda upływająca minuta działała na korzyść przyjezdnych, natomiast Pogoń już tylko zerkała na zegar i ordynarnie zaczęła grać na czas (za co Cojocaru dostał w 77. minucie żółtą kartkę). Dodajmy: grali na czas, z Termalicą. Okropność.
Rafał Kurzawa udowadnia, że latem w Szczecinie pozbyto się go zbyt lekko
Goście walczyli, walczyli i zostali nagrodzeni za swoją postawę, w czym miał swój udział były zawodnik Grodu Gryfa, Rafał Kurzawa. Były pomocnik Pogoni Szczecin zdaniem wielu w letnim okienku został oddany zbyt łatwo. I jak na złość, dziś to pokazał.
Na dzień dobry zebrał spory aplauz przy swoim wejściu i jakby zachęcony przyjaznym powitaniem, zaczął czarować na boisku. Jego wejście uspokoiło i wprowadziło plan do ataków gości. Najpierw mógł mieć asystę, gdy bardzo dobrym zagraniem wypuścił Fassbendera, ale górą okazał się golkiper Pogoni. Za to w 83. minucie to on sam postanowił ukarać swojego byłego pracodawcę. Kurzawa po świetnym zgraniu z pierwszej piłki od Kamila Zapolnika pokonał na raty Valentina Cojocaru z najbliższej odległości i wyrównał stan gry.
Wydawało się, że może „Portowcy” obudzą się i ruszą do kontrnatarcia. Ha, naiwny kibicu Pogoni. To prędzej Termalica mogła pomyśleć o czymś więcej. Na koniec meczu to goście mieli więcej strzałów, w tym także celnych. Miała ich więcej Termalica, podobno najsłabsza ekipa Ekstraklasy. Będziemy z wami szczerzy: to bardziej goście powinni żałować remisu niż gospodarze.
Byliśmy sporo słabsi od ostatniej drużyny w lidze. Czeka nas niesamowity bój o utrzymanie. I to bardzo trudny.
— Daniel Trzepacz (@d_trzepacz) February 8, 2026
Pogoń Szczecin – wielowymiarowa kompromitacja
Podział punktów z Termalicą jest, nie bójmy się użyć tego stwierdzenia, kompromitacją wielowymiarową. Po pierwsze, taka gra przeciwko słabszym rywalom nie może napawać optymizmem szczecińskich sympatyków. Po drugie, przy tak spłaszczonej tabeli punkty zyskują podwójne znaczenie. Każda niepotrzebna strata z potencjalnie słabszym rywalem oraz każdy dodatkowy wyrwany punkcik potencjalnie mocniejszemu rywalowi może na koniec sezonu odegrać kluczową rolę w utrzymaniu. Zatem remis z outsiderem ligi boli wręcz poczwórnie.
No i po trzecie – Pogoń Szczecin z Termalicą (którą mimo sympatii dla samego klubu z gminy Żabno uważamy za najsłabszy zespół Ekstraklasy) nie wygrała meczu w tym sezonie! DWA liche punkty! To prawdziwy blamaż dla klubu, którego ambicje (w tym sezonie już tylko w teorii) sięgają znacznie wyżej. Już w trakcie meczu po stracie bramki przez Pogoń pojawiły się nieprzyjemne gwizdy oraz hasła w stronę zawodników. Za to po zakończonym spotkaniu drużyna poszła pod trybunę na klasyczną połajankę.
„Biegać, walczyć i się starać, a jak nie to wyp……..”.
Stare przyśpiewki powróciły na Twardowskiego, ale czy można się im dziwić? I kto w składzie je w ogóle zrozumie?
Niezdarność od gabinetów, przez, ławkę, po boisko. pic.twitter.com/2tm9d5yUtC— Sebastian Szczytkowski (@s_szczytkowski) February 8, 2026
Rok nieśmiertelności? Możliwe. Tylko jeśli zakończy się spadkiem
Alex Haditaghi może się obrażać na kibiców (i też przy okazji ich obrażać jak ma zły dzień). Może kreować własną rzeczywistość rozwoju i wspaniałego klubu, ale na ten moment coraz mocniej dopada go brutalna rzeczywistość. Pogoń jest słaba, niepoukładana na boisku (głównie w obronie) i nie dojeżdża piłkarsko nawet na tle najsłabszych. Strefa spadkowa jest na wyciągnięcie ręki. Nie można wiecznie wszystkiego zwalać na poprzednika, nawet jeśli ten swoimi działaniami pomógł do doprowadzenia klub na krawędź egzystencji piłkarskiej.
Kanadyjsko-irański biznesmen buńczucznie zapowiadał rok nieśmiertelności. Jeśli Pogoń Szczecin dalej będzie się tak prezentować to bardzo możliwe, że dotrzyma on słowa. Tylko zamiast wielkich sukcesów będzie wielka tragedia w postaci pierwszego spadku od sezonu 2006/2007.
Więcej o Ekstraklasie: